JAPOŃSKIE SNY - NAUKA JĘZYKA NA WŁASNĄ RĘKĘ
Dzisiaj zamiast luźnego posta o książkach, czy o czym tam innym piszę, postaram się przybliżyć wam coś, czego swojego czasu i ja szukałam buszując w Internecie. Chodzi mi oczywiście o naukę języka obcego, w moim przypadku języka japońskiego.
Wszystko wydaje się bardzo kolorowe na początku. Nauczę się rysować znaki i już dalej sobie poradzę. No i ja początkowo też tak myślałam. Pod koniec szkoły podstawowej uczyłam się pierwszych znaków. Doskonale to pamiętam. Myślałam, że jak "umiem" narysować znaki hiragany, to znam podstawy. Oj jak ja bardzo się myliłam! To, co musisz zrobić, by naprawdę się uczyć i naprawdę widzieć postępy w swojej pracy:
- Nauka języka, z którym nie będziesz mieć kontaktu ani w szkole, ani w swojej codzienności poza tym, jak sam coś robisz w związku z tym, jest naprawdę wymagająca. Potrzebujesz dużo więcej czasu niż na naukę innego języka, niż na przykład angielski. Japońskiego nie usłyszysz w radiu, czy w telewizji, w sklepie, na ulicy. Przyswojenie go, akcentu, wymowy będzie wymagało dużo większego wysiłku.
- Jeśli chcesz uczyć się na własną rękę musisz być przygotowany na to, że nikt nie pospieszy ci z pomocą, gdy czegoś nie zrozumiesz, albo nie będziesz potrafił zrobić jakiegoś zadania. Rozumienie części gramatycznej jest niesłychanie ważne i jeśli na początku nauczysz się źle, to nikt cię nie poprawi.
- Systematyczność to chyba znienawidzone słowo przez wszystkich uczniów. Każdy nauczyciel ci powie, że aby nauka była skuteczna, musi być systematyczna. I w tym japoński (jak i każdy inny język obcy) nie różni się niczym. Na własnym przykładzie zaświadczam, że wystarczą dwa tygodnie, w których nie dotkniesz języka, a będziesz miał trudność w skojarzeniu jaki to powinien być znak, w którą stronę go rysować, do czego była ta partykuła itd. Ciągłe nadrabianie zapomnianego materiału to strata czasu.
- Pamiętaj, żeby się nie zniechęcać. I tutaj znowu przywołam anegdotkę z mojego życia wziętą. Jak wspomniałam, swoje pierwsze znaki pisałam w podstawówce. Do czasu aż normalnie zaczęłam się uczyć japońskiego, chodzić na normalne zajęcia, minęło całe 6 lat. To dużo i wiele się przez ten czas wydarzyło. Jednak japoński zawsze gdzieś tam był obecny. Moja nauka była skoczna, że tak powiem. Raz miałam czas, w którym zawzięcie pisałam, słuchałam, czytałam na różnych stronach coś o gramatyce, jakieś słówka, a za chwilę stwierdziłam (albo ktoś mi w tym pomógł), że to jest bez sensu, że i tak sama się niczego nie nauczę i to zostawiałam. I tak w kółko. Więc nie warto się zniechęcać. Wiadomo, że po tygodniu marne widać efekty, ale w końcu je zauważysz.
- Sprawdź dobrze wiarygodność źródeł z jakich korzystasz podczas nauki. Na moich pierwszych zajęciach nauczycielka udowodniła nam w prosty sposób, że materiały zamieszczane w internecie są błędne. Na nich nie może opierać się wasza nauka, bo nawet jeśli stwierdzicie, że umiecie coś, to okaże się, że to wszystko jest nie tak i pisał to ktoś, kto też uczył się na własną rękę. Błędne koło. Nie warto.
- Nie ufaj translatorowi Google (mam nadzieję, że wszyscy są tego świadomi, ale przezorny zawsze ubezpieczony). Ja rozumiem, że to bardzo poręczny i szybki sposób, sama czasem z niego korzystam, ale są to sytuacje, w których staram się upewnić we własnym przekonaniu, albo świta mi coś w głowie i tylko mi szybko przypomina, zamiast szukać na nowo wszystkiego w papierowym słowniku. Translator Google nie może dać ci konkretnej wiedzy. Wystarczy zrobić krótki challenge z kopiowaniem tego samego zdania w różnych językach. Śmieszna sprawa, polecam.
- Zatem jeśli bierzesz naukę języka na poważnie, warto zaopatrzyć się w godne polecenia słowniki, oficjalne, dostępne w księgarniach. Nie są one tanie, ja sama sobie również ich nie kupowałam. Słowniki były cudownymi prezentami, z których cieszyłam się jak dziecko i naprawdę przydatnych. Korzystam z nich bardzo często i nie wiem, jak radziłabym sobie bez nich. Tak samo z pomocami dydaktycznymi, jak ćwiczenia, fiszki itp. Korzystając z oficjalnych materiałów, wasza nauka nie pójdzie na marne i na pewno nie będziecie uczyć się czyichś błędów.
To chyba wszystkie ogólne kwestie, jakie chciałam poruszyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że możecie to wszystko wiedzieć, ale piszę nie jako ktoś, kto stwierdził, że fajnie byłoby o tym napisać, tylko jako osoba mająca doświadczenie. Przez sześć lat próbowałam uczyć się japońskiego na własną rękę i właściwie wypisałam wam moje własne błędy, które zauważyłam dopiero uczęszczając na oficjalne zajęcia.
Jeśli będziecie zainteresowani, mogę coś więcej napisać na temat zaufanych stron, na których informacje, słówka, gramatyka są poprawne i możecie uczyć się bez obaw, że są tam błędy. Przy okazji mogę więcej opowiedzieć o wydawnictwie i materiałach, z których korzystam i czy warto brać je pod uwagę.
Wiem, że to był bardzo długi i nużący post, ale jeśli ktoś jest zainteresowany nauką języka japońskiego, a zdaje się, że teraz jest takich osób naprawdę dużo (tak dużo, że nie dostałam się na japonistykę chlip, chlip), to moje doświadczenia mogą wam otworzyć oczy, pomóc. Koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu, co sądzicie na ten temat i jakie wy macie doświadczenia z nauką obcych języków na własną rękę.

Ja uczę się angielskiego. Tak na prawdę, a nie tylko w szkole. I uwielbiam to. Jestem systematyczna, nie mam z tym problemu. Chciałabym się nauczyć jeszcze hiszpańskiego. Japońskiego uczy się moja przyjaciółka, ale tak jak mówisz, nie jest to łatwe.
OdpowiedzUsuńOsób chcących nauczyc się japońskiego jest rzeczywiście dużo
fotograficznespelnienia.blogspot.com