KOBIECOŚĆ
Mam prawie dwadzieścia lat i nie potrafię chodzić w szpilkach.
Czy to jest kwestia mojej kobiecości? Bez kobiecych butów nie mam prawa nią być? Próbowałam, owszem, ale się nie udało. Nie potrafię i nie czuję się z tym źle. Przepraszam mamotato.
Przez balem gimnazjalnym było takie BUM na poczucie dziewczęcości. Tak, jak wcześniej na bycie chłopczycą. Kiedy to było? Najpierw kupowało się męskie bluzki, za duże spodnie spadające z bioder, czapki, żadnego makijażu, trampki forever, a czasem nawet dziewczyny piersi obwiązywały sobie bandażem, żeby było je widać jak najmniej. Wtedy istniał fotoblog, każdy miał fotobloga i pamiętam, że jedna dziewczyna znana na nim była biseksualna i ukrywała swoją kobiecość. Wszystkie moje koleżanki ją obserwowały i chciały być jak ona. Jak ona miała na imię?
Trudno jest wyobrazić mi sobie współczesne gimnazjalistki ubierające się w ten sposób. A tym bardziej stroniące od makijażu. Kiedyś to było modne, dzisiaj dziewczyna bez chociażby tuszu na rzęsach jest uważana za niedbającą o siebie. Do czego doszło na tym świecie ja się pytam.
Później było wspomniane BUM na poczucie dziewczęcości. Wiązało się zapewne z pójściem gdzieś dalej. Do liceum, technikum, szkoły zawodowej. Gdzie już nie będziesz dzieckiem, któremu daleko do pełnoletności, a pełnoletnim (mentalnie dzieckiem). Wtedy to na bal gimnazjalny kupiłam sobie pierwsze szpilki. Wysokie one nie były, ale dla mnie aż za. Nigdy wcześniej takich na nogach nie miałam, dlatego ciężko było mi się przestawić na jeden wieczór. Mimo nauki i tak chodziłam, jak kaczka. Idealnie widać to na pamiątkowym filmie, polonezie, gdzie tańczyłam w pierwszym rzędzie. Yuzuki płonie ze wstydu.
Po tamtym wieczorze rzuciłam szpilki w kąt. Nic nie poradzę na to, że pałam miłością do trampek. Zawsze w szafie muszę mieć czerwone i czarne - to są podstawowe kolory, a reszta może być różna, zależy co akurat wpadnie mi w oko. Nie potrafię opisać uczucia, kiedy chowam zimowe buciory głęboko w szafy, a na pierwszy plan schodzą trampki. Za to między innymi kocham wiosnę.
Następne szpilki kupiłam na studniówkę. Młode, ładne szpilki, zakładam je, kiedy naprawdę wypada je ubrać, ale mimo że czuję się w nich lepiej niż w tamtych, to nie jestem przekonana. Ale czy przez to nie jestem kobietą? Przez to, że wolę założyć jeansy i czarną koszulkę z ulubionym zespołem, niż obcisłą spódniczkę z wydekoltowaną bluzką mam zostać wykluczona ze świata kobiet? Bo nie maluję się codziennie, jakbym bez tego wyglądała, jak Quasimodo?
Ale jestem kobietą. Czuję się kobietą wewnątrz. Czuję odpowiedzialność, jaka na mnie ciąży. Kocham gotować obiady mojemu chłopakowi, nawet jeśli wracam zmęczona po pięciu godzinach zajęć. Mój portfel płacze, kiedy przechodzę obok C&A i na wystawie uśmiecha się do mnie przepiękna czarna sukienka w kwiatki. Uwielbiam czesać moje włosy. Uwielbiam, kiedy moje paznokcie nie są połamane, tylko pięknie pomalowane. Kocham dostawać biżuterię, z tym, że skromną, bez cyrkonii, a bransoletki najlepiej ciężkie skórzane. Taki gust. Jestem kobietą - nieważne, czy potrafię chodzić w szpilkach, czy nie.


Świetnie napisane!
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy wpis!
ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM
Dziękuję! :)
UsuńSophia Loren to mądra kobieta!
OdpowiedzUsuńhttps://www.strong-power.pl/