PRZECZYTANE - ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK
Widząc ją na bibliotecznej półce, od razu złapałam i nawet przez chwilę nie zastanawiałam się, czy to na pewno to, co chcę dziś wypożyczyć.
O "Złodziejce książek" Markusa Zusaka słyszałam już dawno temu i sam tytuł podpowiedział mi: Yuzuki, ta książka z pewnością ci się spodoba! Stwierdziłam to nawet nie wiedząc o czym ta pozycja może opowiadać. Oczywiście oprócz tego, że główną bohaterką będzie nie kto inny tylko jakaś złodziejka książek.
Skończyłam ją czytać już ponad tydzień temu, kończyłam nocą tuż przed wyjazdem na wakacje, bo nie chciałam dźwigać cegły na plażę. Jakiż błąd czasowy popełniłam! Wyjeżdżałam pełna smutku, gotowa w każdej chwili się rozpłakać. Byłam szalenie smutna, nie mogłam zasnąć. Dawno książka nie poruszyła mnie tak przeraźliwie.
Gdyby zobaczył jak złodziejka książek na
czworakach lamentuje nad jego
poszarpanym ciałem, na pewno by do niej
zawołał i się uśmiechnął.
Cieszyłby się, widząc, jak całuje jego
zapiaszczone, zbombardowane usta.
Tak, wiem to.
W głębi mego czarno bijącego serca wiem. Byłby szczęśliwy, na pewno.
Widzicie?
Nawet śmierć ma serce.
Tak, wiem to.
W głębi mego czarno bijącego serca wiem. Byłby szczęśliwy, na pewno.
Widzicie?
Nawet śmierć ma serce.
"Złodziejka książek" to powieść o wojnie, śmierci i miłości. Trzeba napisać coś naprawdę niesamowitego, żeby tak tradycyjne, oklepane wręcz tematy wyparły książkę ponad inne tego gatunku. Zusak zrobił coś fenomenalnego. Nigdy wcześniej bowiem, nie czytałam czegoś, co opowiada sama Śmierć. Jest najbardziej charakterystycznym narratorem, jakiego kiedykolwiek odnalazłam czytając i z pewnością zapamiętam go na długie lata. Narracja poprowadzona jest naprawdę świetnie. Bardzo szybko brnie się przez fabułę poprzez notatki Śmierci, odnośniki, podpowiedzi, które ubarwiają też szatę graficzną.
Wiemy, że Śmierć opowiada to z perspektywy jakiegoś czasu. Wie bowiem, co się wydarzy i komentuje to, co już opowiedziała. Często wtrąca coś, co ma się dopiero wydarzyć. Nie ma więc zagadki, co wydarzy się dalej. Wiemy, kto umrze. I choć mogłoby się wydawać, że książka traci przez to na tajemniczości, której niektórzy oczekują (sama lubię, kiedy fabuła mnie zaskoczy), to zapewniam z ręką na sercu: niby wiesz, co ma się wydarzyć, ale boli tak samo. Ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że boli trochę mocniej.
Czuję się egoistą, wciąż opowiadając o sobie, o
sobie, o sobie.
O moich podróżach, o tym, co widziałem w 1942 roku.
Z
drugiej strony, jesteście ludźmi, więc obsesja na punkcie
własnej osoby
nie powinna być wam obca.
Główną bohaterką jest dziewczynka o imieniu Liesel, której matka oddaje ją pod opiekę do obcej rodziny, do miasta Molching obok Monachium. W podróży umiera jej brat, jedyna znajoma dusza w nowym miejscu. Jego śmierć prześladuje ją do samego końca. To właśnie podczas jego pogrzebu kradnie pierwszą książkę.
Osobiście pokochałam przybranych rodziców Liesel tak samo, jak ona. Pokochałam również Maxa, Żyda, którego przez długi czas ukrywali w swoim niemieckim domu. A największą sympatią obdarzyłam Rudy'ego, szkolnego przyjaciela dziewczynki, który kochał ją od zawsze na zawsze.
Nie chcę zdradzać wam fabuły. To niesamowita opowieść o niemieckiej rodzinie żyjącej w czasach II wojny światowej. Opowieść o Niemcach, którzy wiedzieli, że Hitler jest potworem, ale ukazuje to w taki niesamowity sposób... Naprawdę ciężko mi oddać, jak bardzo spodobała mi się konstrukcja książki i narrator, który idealnie dobiera słowa do sytuacji.
Opowiadania napisane przez Maxa są czymś niesamowitym. W ogóle cała baza, jaką tworzą książki kradzione przez Liesel tworzą ciekawą aurę. Cały świat oparty jest na jej drobnych przestępstwach. I na ogromie wojny. Ciężko mi czytać wojenne powieści. Jest mi wtedy szalenie przykro. A "Złodziejka książek" pokazała mi, że może być mi jeszcze bardziej smutno, niż przy jakiejkolwiek innej książce.
Nie będę oglądała ekranizacji. Zdecydowałam to po obejrzeniu zwiastuna, w którym już zauważyłam niezgodność z treścią książki. Posłuchałam opinii innych i kiedy dowiedziałam się, że książek Maxa reżyser w nim nie umieścił - zdecydowałam, że tego nie zrobię. Nie chcę się zawieść. Ta książka jest zbyt piękna, by burzyć to filmem, który wiadomo, że nie będzie idealnym odzwierciedleniem, ale zniszczyłby mój zachwyt. Moja wyobraźnia stworzyła swój własny film i to o nim starałam się napisać.
Tylko tyle, bo cóż ja więcej mogę napisać nie zdradzając fabuły? Jeśli jeszcze nie czytaliście "Złodziejki książek" Zusaka, to chciałabym, żebyście podeszli do niej z taką samą wiedzą, jaką miałam ja. No może ciut większą, ale tylko odrobinkę. Chciałabym żebyście poczuli ten zachwyt, te emocje, radość i strach w odkrywaniu nowych faktów, przerażenie i smutek. Miłość do bohaterów. Nienawiść do wojny. Dla mnie to pozycja obowiązkowa, muszę mieć ją na swojej półce. Muszę przeczytać ją ponownie. Kopalnia przepięknych myśli. Dziękuję, że miałam okazję po nią sięgnąć, bo wiem, że nigdy jej nie zapomnę i wrócę w najbliższym czasie już ze swoim idealnym egzemplarzem.
Ludzie zwykle odkładają najważniejsze słowa na później,
a ich bliscy odnajdują je w pośmiertnych listach.
Komentarze
Prześlij komentarz