PRZECZYTANE - WE DWOJE
Wiecie lub nie (chyba jeszcze nie miałam okazji o tym wspomnieć), ale bardzo lubię twórczość Nicholasa Sparksa. Mało ambitny? Nic nie wnoszący do życia? Przeczytasz i zapominasz? Odmóżdżacz? Lekka lektura? Nie oceniam. Ja przeczytałam każdą książkę (oprócz jednej, której nie mogę zdobyć) i każda mi się podobała. Kwestia gustu. Lubię ambitne książki zmuszające do myślenia, ale nic nie poradzę na to, że Sparksa po prostu uwielbiam.
Tak tytułem wstępu.
We dwoje premierę miało 27 września tego roku, czekałam na nią trochę ponad miesiąc, a kiedy w końcu się do niej dorwałam, byłam wniebowzięta. Powodem nie było tylko to, że to Sparks i jego twórczość tak na mnie działa. Nie mogłam się jej doczekać, chciałam wyrobić sobie własną opinię na jej temat.
Wiem, że wiele osób uważa Sparksa za pisarza romansideł, dla kobiet, które nie sięgają po ambitniejszą lekturę. mała dygresja: w ogóle temat literatury jest bardzo ciekawy, a raczej to, co ludzie uważają za warte przeczytania, a co nie. Jednak to dłuższy temat, tak samo jak tematyka książek autora. Kiedyś o tym napiszę. Wracając do tematu. Książki Sparksa czyta się niesamowicie łatwo i szybko. Dla szybko znaczy przede wszystkim to, że nie potrafię się od niej odebrać. A fakt, że We dwoje ma ok. 600 stron był niezwykle pocieszający. Żyłam życiem bohaterów.
- Nie o to chodzi, problem polega na tym, że się boisz.
- Oczywiście, że się boję
- Na tym polega rodzicielstwo. Chodzi o to, żeby robić co w twojej mocy,
- Oczywiście, że się boję
- Na tym polega rodzicielstwo. Chodzi o to, żeby robić co w twojej mocy,
nawet jeśli boisz się, że nawalisz. Dzieciaki to najprostszy sposób,
żeby osiwieć.
Opis znajdujący się na książce: 32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią
córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny
dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia
się wokół jego miłości, Vivian. Ale na lśniącej powierzchni idealnej
bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy… Ku rozpaczy i zaskoczeniu
Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu
kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować
się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym,
pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie
korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też… niespodziewana
nagroda.
Jak zwykle opis mówi o tym, że to książka o miłości. Bo cóż innego przyciąga kobiety, jak nie właśnie niespodziewana miłość? Dla mnie to jest duży problem, zawsze nim był. Bo zawsze oprócz wątku miłosnego, w powieściach Sparksa jest też inny, trudniejszy, o którym często nie wspomina żaden opis. W tym wypadku potrzebna jest moja korekta.
Russell i Vivian są małżeństwem, mają kilkuletnią córkę. Wszystko przewraca się do góry nogami, gdy Russ rezygnuje z pracy i zakłada własną firmę. Vivian, dotąd zajmująca się w domu córką i sobą, chce wrócić do pracy. I wraca. To główny wątek. Tak mówiąc zupełnie szczerze Vivian to po prostu suka. Przepraszam za tak okrutne określenie, ale bardzo denerwowała mnie jako postać, jej zachowanie i fakt, że Russell był tak zaślepiony miłością do niej. Wiele osób uważa, że to jest przesadzone. Wydaje mi się jednak, że w naszych czasach jest zbyt wiele takich właśnie przypadków. Ich córka, London, to świetna dziewczynka, nie da się jej nie kochać. Ja jednak najbardziej pokochałam Marge i to z nią związany jest drugi wątek, który moim skromnym zdaniem jest dużo ważniejszy. Miłość brata i siostry, wspomnienia z dzieciństwa, chęć wzajemnej pomocy i ratowanie się z największych obsesji. Sam obraz rodziny Russa jest moim zdaniem genialny. Przede wszystkim dlatego, że to nie jest idealna rodzina i choć często nie potrafią wyrazić swoich uczuć, ta miłość ich ze sobą spaja, czegokolwiek by nie zrobili.
Nie chcę pisać więcej o fabule. Może taki skrót was zachęci do lektury. Nie napisałam najważniejszych sytuacji, które wydarzą się wewnątrz z prostego powodu. Chciałabym, żebyście mieli taką samą przyjemność z odkrywania ich na własną rękę, jaką miałam ja. Domyślasz się, co się stanie i nawet jest to, co przewidziałeś naprawdę się stało, czujesz zaskoczenie i przygnębienie równocześnie. Czasem nie przygnębienie, ale to zobaczycie sami.
Co do polskich tytułów książek w ogóle, często mam mieszane uczucia. Często są zbyt odległe od tego, co ma na myśli autor, czasem lepiej, żeby został tytuł oryginalny. I w tym wypadku mogłoby tak być. Z jednej strony wydaje się, że We dwoje to dobry tytuł. W końcu został sam z córką i sami muszą sobie radzić z codziennością. Jednak angielski tytuł Two by two ma inne znaczenie. To tytuł ulubionej książki małej London, którą często czyta jej Russ. Ten tytuł nie został przetłumaczony. Gdyby zamiast angielskiej nazwy zastosować We dwoje, to miałoby większy sens. Może to zadziałać w dwie strony, ale oprócz tego mamy spolszczony tytuł książki, a pozostawiony angielski tytuł wewnątrz. Szkoda.
I dwa słowa na temat okładki: czytając bądźcie uważni. Jest scena, która jest tym, co widzicie na okładce. Idealnie odwzorowana. Później staje się czymś jeszcze, ale tego już nie zdradzę.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona We dwoje. To naprawdę świetna lektura i na pewno kiedyś będę chciała do niej wrócić. Niesie ze sobą wartości. Przede wszystkim są to wartości rodzinne. Nie przejmujcie się tak bardzo Vivian. Wydaje się, jakby miała władzę nad wszystkim, ale tak naprawdę jest słaba. Ja też jej nie lubię. Moją ulubienicą pozostaje Marge i wszystkie jej rady i dobre słowa. Jest przecudownie wykreowaną postacią. Emily także skradła moje serce. London nie da się nie kochać. I to dla nich chciałabym kiedyś znowu sięgną po tę powieść.
Wiem, że znowu się rozpisałam, jak głupia. Uwielbiam dzielić się opiniami na temat książek, szczególnie takich, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Wiem też, że rzadko piszę o konkretnych książkach. Mało mam czasu na czytanie takich książek. Dużo czytam, ale to głównie teksty na zajęcia. Nie wiem, kiedy pojawi się post o kolejnej książce, mam nadzieję, że niedługo.
Teraz czytam Dziady. I choć uwielbiam je całym serduszkiem, to wiem, że napisanie o nich i fascynowanie się nimi tutaj nie jest za bardzo wskazane. Oszczędzę wam tego, ale w zamiast za to, koniecznie napiszcie mi co teraz czytanie. A może jesteście już po lekturze najnowszej powieści Sparksa? Może go nie lubicie? A może właśnie macie ochotę po niego sięgnąć? Z przyjemnością przeczytam wasze opinie.
Jak zwykle opis mówi o tym, że to książka o miłości. Bo cóż innego przyciąga kobiety, jak nie właśnie niespodziewana miłość? Dla mnie to jest duży problem, zawsze nim był. Bo zawsze oprócz wątku miłosnego, w powieściach Sparksa jest też inny, trudniejszy, o którym często nie wspomina żaden opis. W tym wypadku potrzebna jest moja korekta.
Russell i Vivian są małżeństwem, mają kilkuletnią córkę. Wszystko przewraca się do góry nogami, gdy Russ rezygnuje z pracy i zakłada własną firmę. Vivian, dotąd zajmująca się w domu córką i sobą, chce wrócić do pracy. I wraca. To główny wątek. Tak mówiąc zupełnie szczerze Vivian to po prostu suka. Przepraszam za tak okrutne określenie, ale bardzo denerwowała mnie jako postać, jej zachowanie i fakt, że Russell był tak zaślepiony miłością do niej. Wiele osób uważa, że to jest przesadzone. Wydaje mi się jednak, że w naszych czasach jest zbyt wiele takich właśnie przypadków. Ich córka, London, to świetna dziewczynka, nie da się jej nie kochać. Ja jednak najbardziej pokochałam Marge i to z nią związany jest drugi wątek, który moim skromnym zdaniem jest dużo ważniejszy. Miłość brata i siostry, wspomnienia z dzieciństwa, chęć wzajemnej pomocy i ratowanie się z największych obsesji. Sam obraz rodziny Russa jest moim zdaniem genialny. Przede wszystkim dlatego, że to nie jest idealna rodzina i choć często nie potrafią wyrazić swoich uczuć, ta miłość ich ze sobą spaja, czegokolwiek by nie zrobili.
Nie chcę pisać więcej o fabule. Może taki skrót was zachęci do lektury. Nie napisałam najważniejszych sytuacji, które wydarzą się wewnątrz z prostego powodu. Chciałabym, żebyście mieli taką samą przyjemność z odkrywania ich na własną rękę, jaką miałam ja. Domyślasz się, co się stanie i nawet jest to, co przewidziałeś naprawdę się stało, czujesz zaskoczenie i przygnębienie równocześnie. Czasem nie przygnębienie, ale to zobaczycie sami.
Co do polskich tytułów książek w ogóle, często mam mieszane uczucia. Często są zbyt odległe od tego, co ma na myśli autor, czasem lepiej, żeby został tytuł oryginalny. I w tym wypadku mogłoby tak być. Z jednej strony wydaje się, że We dwoje to dobry tytuł. W końcu został sam z córką i sami muszą sobie radzić z codziennością. Jednak angielski tytuł Two by two ma inne znaczenie. To tytuł ulubionej książki małej London, którą często czyta jej Russ. Ten tytuł nie został przetłumaczony. Gdyby zamiast angielskiej nazwy zastosować We dwoje, to miałoby większy sens. Może to zadziałać w dwie strony, ale oprócz tego mamy spolszczony tytuł książki, a pozostawiony angielski tytuł wewnątrz. Szkoda.
I dwa słowa na temat okładki: czytając bądźcie uważni. Jest scena, która jest tym, co widzicie na okładce. Idealnie odwzorowana. Później staje się czymś jeszcze, ale tego już nie zdradzę.
W przyjaźni nie chodzi o to, jak długo kogoś
znasz, ale o to,
by ktoś, kto pojawi się w twoim życiu, powiedział:
Jestem tu dla ciebie, a później to udowodnił.
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona We dwoje. To naprawdę świetna lektura i na pewno kiedyś będę chciała do niej wrócić. Niesie ze sobą wartości. Przede wszystkim są to wartości rodzinne. Nie przejmujcie się tak bardzo Vivian. Wydaje się, jakby miała władzę nad wszystkim, ale tak naprawdę jest słaba. Ja też jej nie lubię. Moją ulubienicą pozostaje Marge i wszystkie jej rady i dobre słowa. Jest przecudownie wykreowaną postacią. Emily także skradła moje serce. London nie da się nie kochać. I to dla nich chciałabym kiedyś znowu sięgną po tę powieść.
Wiem, że znowu się rozpisałam, jak głupia. Uwielbiam dzielić się opiniami na temat książek, szczególnie takich, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Wiem też, że rzadko piszę o konkretnych książkach. Mało mam czasu na czytanie takich książek. Dużo czytam, ale to głównie teksty na zajęcia. Nie wiem, kiedy pojawi się post o kolejnej książce, mam nadzieję, że niedługo.
Teraz czytam Dziady. I choć uwielbiam je całym serduszkiem, to wiem, że napisanie o nich i fascynowanie się nimi tutaj nie jest za bardzo wskazane. Oszczędzę wam tego, ale w zamiast za to, koniecznie napiszcie mi co teraz czytanie. A może jesteście już po lekturze najnowszej powieści Sparksa? Może go nie lubicie? A może właśnie macie ochotę po niego sięgnąć? Z przyjemnością przeczytam wasze opinie.

pierwszy raz słyszę o tej książce :)
OdpowiedzUsuńhttps://karik-karik.blogspot.com/
Słyszałam już wiele dobrego o tej książce. Fajna, rzetelna recenzja :D
OdpowiedzUsuńMój blog KLIK
Ciekawa recenzja :) Zamierzam przeczytać tą książkę
OdpowiedzUsuńMÓJ BLOG - KLIK
Polecam serdecznie! ;)
UsuńAktualnie mam przestój w czytaniu, bo dopadł mnie brak weny czytelniczej i niestety trzyma się mnie od września. Nawet poszłam ostatnio do biblioteki i wzięłam książkę, ale tylko smętnie na mnie patrzy.
OdpowiedzUsuńCo do Sparksa to zaczynałam standardowo od "Ostatniej piosenki", bo byłam zafascynowana filmem. Nie żałuje żadnej książki po którą sięgnęłam, bo wyjątkowo trafiają w mój gust.
Może jednak Sparks mnie wyrwie z mojego nieczytania?
https://szopit.blogspot.com
Sparks to jest cudowny sposób do powrotu do czytania! "We dwoje" właśnie wyrwało mnie z zastoju, polecam! ;)
UsuńTo jutro lece po książkę. Co prawda miałam oszczędzać, ale bardzo chcę zacząć znowu czytać. Jeżeli Sparks mnie nie uratuje to ja już nie wiem co :<
UsuńJa też muszę przeczytać tą książkę :) Zapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuń