PRZECZYTANE- WICHROWE WZGÓRZA

Miałam ciężką sesję. Nie żebym próbowała się usprawiedliwić. Tak tylko. Dużo musiałam pisać, dużo czytałam i nie potrafiłam znaleźć chwili dla siebie. Ale w końcu skończyłam męki urdęki, odsapnęłam i wracam do działania. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Miałam takie beznadziejne zajęcia, a raczej listę lektur, która zależała od wykładowcy. Ja wybrałam źle. Nieważne. Oprócz nich z listy podanych miałam wybrać dwie dodatkowe, które także będą mnie obowiązywały na zaliczenie. Wybrałam takie, które zdążę przeczytać i zawsze chciałam to zrobić. Najpierw w chorobie sięgnęłam po Portret Doriana Graya Oscara Wilde'a i bardzo mi się podobał. Nie wiedziałam więc czy kolejną książkę przeczytam z taką ciekawością. Nic bardziej mylnego. 

Wybrałam Wichrowe Wzgórza Emily Brontë i pokochałam ją od pierwszych stron. 

Historia cygańskiego chłopca Heathcliffa, któremu dom dał pan Earnshaw i pokochał jak własnego syna. Córka Katarzyna znalazła w nim bratnią duszę, razem biegali po wzgórzach, natomiast syn Hindley znienawidził go. Przypuszczam, że był zazdrosny o względy swojego ojca, który rozpieszczał Heathcliffa. Bardzo prawdopodobna była miłość, jaka zrodziła się pomiędzy przybranym chłopcem a Katarzyną. Jednak nic nie było takie piękne, jak sobie wyobrażałam. 



Brontë wykreowała bohaterów nietuzinkowych. Byłam szczerze zaskoczona, bo książka została wydana w 1847 roku i nigdy nie przypuszczałam, że tak spodoba mi się stworzony w niej świat. Nie ma w niej bohaterów dobrych albo złych. Pani Dean (gosposia, to ona opowiedziała historię starego Heathcliffa panu Lockwoodowi, są dwoma narratorami), choć tak ją polubiłam, potrafiła być okrutna. Każdy z bohaterów ma wiele wad, ale jednak w każdym została zaszczepiona odrobina dobra. Nie chcę opisywać każdego z bohaterów, bo magia Wichrowych wzgórz pojawia się, gdy czytelnik na własną rękę próbuje ich poznać i zrozumieć ich zachowania. Ciężko się później z nimi pożegnać. 

Domyślałam się, że Wichrowe Wzgórza to dom jakiegoś państwa. Jak Zielone Wzgórze. Takie czasy. Wyobrażałam go sobie jako piękny dworek, bardziej majestatyczny, gdzie musi rodzić się i kwitnąć piękna, szczęśliwa miłość. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że posiadłość Heathcliffa to ponure miejsce, w którym nie można zaznać szczęścia. A jednak wszystko ma swoją przyczynę. Tak, jak miłość młodzieńca i Katarzyny była niemożliwa, sposób, w jaki odnosili się do świata, ludzi, sposób, w jaki żyli unieszczęśliwiała każdego, komu zależało na ich losach. Byli nieszczęśliwi bez siebie, ale ze sobą jeszcze bardziej. 

Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko 
przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. 
Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby 
dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego.

Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, by nie zdradzić więcej. Jeśli nie wiecie, o czym książka jest, jeśli nie oglądaliście filmu to wspaniale. Ja też nie oglądałam, jakoś nie potrafię się przemóc. To nie jest słodka powieść o zakazanym romansie przeznaczona dla kobiet i łez. To historia trzech pokoleń, co prawda najstarsze jest opisane mniej szczegółowo, które musiało pogodzić się z rzeczywistością i odnaleźć gdzieś siebie. Dwie posiadłości: Wichrowe Wzgórza obarczone smutną przeszłością i Drozdowe Gniazdo ciepłe, jasne z małą Katarzyną poznającą świat. Choć miłość Heathcliffa i Katarzyny jest ważnym wątkiem, to są także inne, które wyrzucają ją na dalszy plan.

Zepsucie Heathcliffa, jego zemsty, nienawiść, krzywdzenie wszystkich, a przede wszystkim samego siebie. Tak bardzo pragnęłam, by odnalazł szczęście, żeby potrafił żyć nie niszcząc po drodze wszystkiego, czego dotknie. Wyrządził w swoim życiu niesamowicie wiele złego. Czy to jego wina? Myślę, że mógłby być dobrym człowiekiem, gdyby pan Earnshaw nie umarł tak wcześnie. Bez jego miłości i wsparcia nie radził sobie z nienawiścią Hindleya. Mogłabym o tym dyskutować godzinami.

       Dobre serce upiększy twoją twarz, mój chłopcze, nawet jeśli 
będziesz całkiem czarny. A złość oszpeca 
i zohydza najpiękniejsze oblicza.

Wichrowe wzgórza pozostawiły w moim sercu dziurę. Choć skończyła się dobrze, w końcu ktoś mógł być szczęśliwy, ja nie potrafiłam wybaczyć Heathcliffowi krzywd. Mimo to go uwielbiam i chyba to mnie dobija. Uwielbiam wszystkich bohaterów, bo każdy jest niesamowity i inny. Zaraz po przeczytaniu odkryłam, że pewna piosenka, którą kojarzyłam doskonale jest właśnie o moich zakochanych. To ona okoiła moje skołatane serce i pozwoliła mi zapamiętać tę historię. Wrócę do niej, nie ma innej opcji. 

A jeśli ty nie czytałeś powieści pani Bronte, to polecam ci z całego serca. Wyobrażałam ją sobie zupełnie inaczej i może dlatego tak bardzo wgryzła się w moją duszę. Zostawiła okrutną ranę. Czuję, że pozostanie na zawsze. Cieszę się. Takie książki sprawiają, że uwielbiam czytać. 


 Kate Bush i jej Wuthering Heights. Klimat wyjęty z książki. Cudowna.
 

Komentarze

  1. Zaciekawiłaś mnie, piszesz o niej z taką pasją, jakbyś ją żyła. Z każdą stroną, rozdziałem, słowem. Ach, szkoda, że nie mogę jej mieć w rękach.
    patimelife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI