PRZECZYTANE - SŁOWIK

Czasem czekam naprawdę długo, żeby w końcu sięgnąć po książkę wszystkim znaną, przez wszystkich polecaną i uważaną za najlepszą jakiegoś roku.  Boję się rozczarowania. Boję się, że nie znajdę w tej książce tego, co znalazły tysiące osób przede mną. Będę totalnie rozczarowana i odechce mi się sięgania po te wszystkie popularne książki ze szczytów list. Już teraz rzadko to robię, a co będzie później?

Bum na Słowika Kristin Hannah zaczął się chyba jeszcze zanim została oficjalnie wydana w Polsce. Trafiła na nasz rynek już jako amerykański bestseller, a w Internecie zrobiło się o niej bardzo głośno - że świetna, że genialna, że wzruszająca, że zadziwiająco się czyta, a temat bardzo trudny. Jednym słowem: każdy powinien ją przeczytać. Są książki, po które nie mam zamiaru sięgać pomimo dobrych opinii, ale to dłuższy wywód, w tym jednak przypadku zdecydował o tym los. Chciałam ją przeczytać, bo bardzo lubię książki z tematyką II wojny światowej, ale nie czułam się przyparta do muru. Jeśli będzie okazja to przeczytam, a jak nie to nawet na 10 lat - Złodziejkę książek też odkryłam zbyt późno! 

Robiąc zakupy w Kauflandzie zawsze nawiedzam malutki u mnie dział z literaturą. Bardzo rzadko dochodzi coś nowego, na co zwrócę uwagę i będzie tanie, co jest bardzo przygnębiające (mój portfel z kolei bardzo się cieszy). Tym razem jednak były dwupaki książek w bardzo atrakcyjnych cenach. Jak nietrudno się domyślić był wśród nich Słowik, razem z Tajemnicą Black Rabbit Hall (o tej pozycji powinnam napisać osobny post, bo skradła moje serca). Długo się nie zastanawiałam. 

Generalnie tak to wyglądało:




I było to jakieś 9 miesięcy temu. Tak. Prawie rok Słowik czekał na mojej półce do odlotu. 

Musiałam czytać ją szybko, żeby wiedzieć, co działo się dalej. To cecha książki, która bardzo mi się podoba. Równocześnie cedzę każde słowo, żeby tylko się nie skończyła. Bardzo dobrze napisana, choć w moim wydaniu zdarzały się literówki. Rzadko zwracam na coś takiego uwagę, ale tutaj było ich kilka, więc zapamiętałam. Ale to nie ma znaczenia.


Kobiety żyją dalej. Dla nas ta wojna była czymś innym niż dla nich. 
Kiedy się skończyła, nie brałyśmy udziału w paradach, nie dostawałyśmy medali, 
nie wspominano o nas w książkach historycznych. W czasie wojny robiłyśmy to,
 co do nas należało, a gdy się skończyła, pozbierałyśmy kawałki i zaczęłyśmy życie od nowa.


Słowik to historia dwóch francuskich sióstr - Vianne i Isabelle, które są zupełnie różne. Oprócz 10 lat różnicy wieku, mają inne temperamenty, inaczej odbierają świat, wychowały się inaczej i inaczej pamiętają przeszłość. Vianne miała 14 lat zmarła matka, a ojciec wysłał je na wychowanie do obcej kobiety, Isabelle miała tylko 4. Teraz, zarówno jedna jak i druga, muszą stanąć do walki z wojną. No i oczywiście każda zrobi to w zupełnie inny sposób.

Postać Isabelle pokochałam od samego początku. Jako osiemnasto i dziewiętnastolatka jest nieco porywcza i nieostrożna, ale nie można jej odmówić poczucia humoru  i odwagi. Ze wszystkich sił stara się wziąć czynny udział w walce o wolność Francji. W końcu dokonuje rzeczy niemożliwych, jednak płaci za nie ogromną cenę. Nie zabraknie w jej życiu również miłości, choć akurat w tym wypadku jest to miłość trudna, miłość za czasów wojny i strach o to, czy kolejnego dnia nie będzie kochała tylko wspomnienia o mężczyźnie.

Vianne na początku nie mogłam znieść. Rozumiałam jej strach o męża i córkę, choć jej czyny były prawie niewybaczalne. Szczególnie względem swojej najlepszej przyjaciółki Rachel. Za wszelką cenę starała się przeżyć wojnę, po prostu przeżyć czekając na męża. Nie minęło jednak dużo czasu, aż zrozumiała, że nie może siedzieć bezczynnie. I w końcu też dokonała rzeczy niezwykłych. W końcu i dla niej znalazło się miejsce w moim sensu.


Miłość powinna być silniejsza od nienawiści, inaczej nie ma dla nas przyszłości.


Obraz wojny przeraża mnie w każdej książce. Zawsze zastanawiam się, co trzeba mieć w sercu, żeby patrzeć w oczy drugiego człowieka, człowieka takiego jak ty, widzieć ból i rozpacz i przygnieść go do ziemi. Albo po prostu zabić. Ostatnie rozdziały książki były dla mnie najtrudniejsze. Obozy pracy, obozy koncentracyjne są dla mnie największą zbrodnią dokonaną ludziom przez innych ludzi. Choć czy nadal mogę nazwać ich ludźmi?

Mimo to w Słowiku zaczęłam zauważać inne strony okrucieństwa wojny. Obraz Niemców - szczególnie momenty, w których bohaterzy patrzą im w oczy i to, co w nich widzą. Tutaj muszę wspomnieć o kapitanie Becku, który pomimo tego co i tak robił, był człowiekiem. Ciężko mi to wyjaśnić, ale jestem pewna, że takich jak on było znacznie więcej. Dla niego była to po prostu praca, dostawał zadania, które musiał wypełniać, bo jeśli tego nie zrobi zginie, a w domu czeka na niego żona z dziećmi. Bardzo smutna była jego postać. Tragiczna - tak ją nazwę.

Bardzo dużo chciałabym jeszcze napisać, ale już i tak napisałam zbyt wiele. Generalnie Słowik to książka, która pokazała mi coś, czego inne wojenne książki mi nie pokazywały. Albo nie w taki sposób. Nie tylko obraz wojny tu i teraz był dla mnie ważny. Bardzo istotnym wątkiem było psychiczne radzenie sobie z tym doświadczeniem. Idealnym przykładem jest ojciec Isabelle i Vianne, który skradł moje serce - był postacią prawdziwą. Pierwsza wojna go zniszczyła i nie mógł być sobą, to było niemożliwe.

Koniec historii jest najsmutniejszy, choć cała powieść jest okropnie dołująca. Są momenty, w których się uśmiechnęłam, ale jeśli mam patrzeć na całość to jest po prostu prawdziwie smutna. Koniec natomiast jest smutniejszy dlatego, że szczęśliwe zakończenie o jakim każdy marzy - nie istnieje. Wojna, nawet jeśli skończona, zostawia piętno. Są nim blizny, kalectwo, ciąża, strata, śmierć i wspomnienia. Nawet najwspanialsze i najdzielniejsze osoby nie mogą po prostu żyć. Można pogodzić się z tym wszystkim co się wydarzyło, co się zrobiło, kogo się straciło, ale nie można o tym zapomnieć. 

Pamięć to wspaniała rzecz. Choć niektóre wspomnienia potrafią zniszczyć.


- Mam nadzieję, że nigdy się nie dowiesz, jaka jesteś krucha, Isabelle.
- Nie jestem krucha - zaperzyła się.
- Wszyscy jesteśmy, Isabelle - powiedział z cieniem uśmiechu. - Tego właśnie uczy nas wojna.


Słowik to powieść niezwykła. Oceniłam ją najwyżej, bo jest tego warta. Minęło kilka dni od jej przeczytania, a ja nadal wszystko pamiętam. Gdy zapomnę - wrócę do niej. Będę znowu czytała z zapartym tchem, będą żywi wszyscy, których zabiła wojna, którzy poświęcili swoje życie w imię wolności. Nie będzie szczęścia, ale będzie miłość. Miłość na zawsze. Miłość Isabelle i Gaetona. Miłość, która zwyciężyła śmierć. Miłość rodziców do dzieci. Miłość siostrzana. 

Miłość to potężna broń w walce na wojnie.

Komentarze

  1. Dla mnie temat wojny to ciężki temat, zwłaszcza gdy są o niej książki. Ten temat jest ciężki, straszny i okropny. Nie wiem czy bym miała odwagę przeczytać tą książkę, opisałaś ją jak coś prawdziwego i strasznego, wielce smutnego. Jednocześnie mnie zaciekawiłaś i przeraziłaś, zazwyczaj mam chęć poczuć historie, tutaj się boje.
    patimelife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, jak cieszę się, że wróciłaś, Yuzuki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI