POTRZEBOWAŁAM TAKIEGO SNU

Leczę moje serce po skończeniu Dziwnych losów Jane Eyre. Miałam napisać recenzję, ale zrezygnowałam i tylko na Sweeku stworzyłam "książkę", w której wyrzucam emocje po przeczytaniu czegoś. Nieszczególnie zależało mi na liczbie czytelników, chciałam to robić przede wszystkim dla siebie, bo czasem mam naprawdę wiele zachwianych myśli, które muszę wyrzucić, a nie chcę dodawać wszystkiego tutaj. Tam natłok emocji - tutaj porządek. Choć nadal emocjonalny, ale porządek. 

Może właśnie ostatnia lektura przywołała w nocy taki, a nie inny sen - nie wiem. Miałam przypuszczenia. Cały dzień o tym rozmyślałam i coś tam wymyśliłam. Wyszło mi to na dobre, bo znalazłam ogromne chęci do tworzenia różnych rzeczy, a tego w ostatnich tygodniach mi bardzo brakowało. Nie wiem dokładnie, co było przyczyną, ale też nieszczególnie staram się wygrzebać powód. Cieszę się, że teraz dostałam kopa przez sen i znowu będę brała słowa w garści. 

Nie opowiem tego snu. Bo właściwie, żeby wyjaśnić jego sens, musiałabym opowiedzieć historię mojego życia. No i ze snu nie pamiętam wiele. Najważniejszy był tylko moment, który zapamiętałam dokładnie i szczegółowo, który odtwarzałam w pamięci przez cały wczorajszy dzień. Tak było, nie żartuję. Jadąc tramwajem, kiedy wpatrywałam się w piękne niebo, musiałam wyglądać jak najbardziej nieszczęśliwa osoba na świecie. Choć nigdy bym siebie tak nie nazwała. Wtedy po prostu przypomniałam sobie jeden moment ze snu i zastanawiałam się, co on mógł znaczyć.

Zrozumiałam też, jak bardzo tęsknię za kimś, kto może w ogóle nie pamięta już o mnie.




Nie jestem i nigdy nie byłam szczególnie zaciekawiona wszelkimi sennikami i przepowiadaniem czegokolwiek. Ale sen (w ogóle noc) jest dla mnie wyjątkowym wydarzeniem. Często zastanawiam się co ja mam w tej głowie, że wyobrażam sobie takie rzeczy. Często się boję albo jestem szczęśliwa. A czasem sen przypomina mi o osobach, utraconych więziach i najmilszych wspomnieniach, które gdzieś tam zawsze są we mnie, ale raczej giną w wydarzeniach dnia codziennego. Oczywiście, są osoby, które nie giną, o których pamiętam nieustannie i nie zginą w moich myślach nigdy. Taką jest też charakter, który wołał mnie w ostatnim śnie. 

Okrutnie zatęskniłam. Okrutnie zabolała mnie ta dziura po rozłące i wielokilometrowa przepaść, jaka nas od siebie dzieli. Bo kiedy jakaś osoba zrobiła dla was tak wiele, która pokazała wam, że hej, jesteś wyjątkową osobą i możesz zrobić wszystko, ciągle mówiła, że w was wierzy i wiesz, doskonale wiesz, że bez niej, nie byłbyś tu, gdzie obecnie jesteś. Pomogła ci odnaleźć to, kim jesteś i kim chcesz być. Zaprowadziła cię na dobrą drogę, ale sama poszła w innym kierunku. Choć gdzieś tam wiesz, że pamięta, że nie może zapomnieć, tak jak ty nie zapomnisz nigdy, to boisz się, że zbyt wiele lat. Coraz dalej. Już nie jesteś zagubioną nastolatką. Już nie wypada.

I ja tak sobie po cichutku tęsknię. Piszę o tym, że tęsknię. Sen mi dał świadomość jak wielka to jest tęsknota. Kiedyś była mniejsza. Dzisiaj widzę, jak się rozrosła. A jedyne, co teraz mogę zrobić, żeby wyleczyć się trochę, to pisać. I właśnie w to popchnął mnie sen. Mam nadzieję, że znaczył coś bardziej dosłownego, ale wiem, że teraz pianie to jedyna rzecz, która mi pomoże. Muszę wziąć się w garść i dokończyć niedokończone, rzucone w kąt historie i odkryć je na nowo. Przecież to moje historie. Ja je stworzyłam. Na wzór własnych. Wszędzie jest jakaś cząstka mnie, choćby malutka. Wszędzie muszę włożyć tę swoją rozrośniętą duszę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI