CHAOS I NIEUPORZĄDKOWANIE
Okropnie wstyd mi za moje niepisanie tutaj. Na długi czas zostawiłam tę moją opustoszałą przestrzeń jeszcze bardziej samą. Nie mam żadnego wytłumaczenia. Nigdy go nie ma. Czy tradycyjnie powinnam powiedzieć, że tego potrzebowałam? Wcale nie potrzebowałam. Nigdy nie dość mi pisania - szczególnie tutaj lubię to robić, bo czuję, że mogę być zupełnie sobą. Prawdziwą i najprawdziwszą, bez udawania, bez powściągliwości - mogę być. Pisać jak dużo chcę, bo jeśli ktoś będzie miał ochotę przeczytać, to przeczyta - bez względu na długość. Nie mam zamiaru się powstrzymywać. Być może często przynudzam i nie potrafię zainteresować, ale co zrobić. Nigdy nie starałam się pisać pod czytelników. Zawsze czułam, co dokładnie chcę przekazać i w jaki sposób. I to robię.
Nastały wakacje, a ja zostałam bez pracy, co wprowadziło w moje życie chaos i nieuporządkowanie. Chcę robić całe mnóstwo rzeczy, znacie to uczucie, ale nie mogę się za nic zabrać. Robię listy rzeczy do zrobienia i to jakoś mi bardziej pomaga, ale i tak czuję, że nie robię wszystkiego, co powinnam. Generalnie ja potrzebuję porządku. To paradoksalne, kiedy potrafię wstać z łóżka rano, ubrać się, wyjść i zostawić tak wszystko na cały dzień, kiedy siedzę na dworze i czytam (czytu czytu czytu). A ja mówię o porządku. No taka jestem. Bez porządku ciężko mi się za coś zabrać. Do nauki potrzebuję uporządkowanej przestrzeni albo chaosu, który ogarniam. Bo tak się da, z ręką na sercu.
Tym razem chaos nie otacza mnie dosłownie, bo mam czas, który poświęcam na porządki nawet w miejscach, w których sprzątam rzadko (czyt. biurowe rzeczy, papiery, notatki, książki etc.) i teraz wszystko jest na swoim miejscu. Chaos i nieporządek panują w moim wnętrzu. Rozrywają mnie od środka niewiedza, niemożność i słabość. Potrzebuję konkretnych zajęć, które wypełnią mój dzień, a mi samej często ciężko jest zmusić się do czegoś takiego. Problemy egzystencjalne Yuzuki - tak już mam. Sama na siebie wściekam się nieznośnie. Cierpią na tym także książki, bo czytam trzy na raz, co nigdy mi się nie zdarza.
(Historia jest banalna: zaczęłam czytać Emmę Jane Austen, bo Duma i uprzedzenie to moja miłość, lubię angielskie klasyki tak w ogóle, a o Emmie słyszałam wiele dobrego - no to wypożyczam, bo nie mam u siebie. Strasznie powoli mi idzie, a ja tego nie lubię. Może zbyt wiele oczekiwałam? Czytam, ale powolutku. Moje wydanie też nie zachwyca, bo moje oczy nocą nie wyrobią czytania takich literek. Więc mówię, że mogę tak sobie szybko przeczytać coś innego, żeby się rozkręcić. Sięgnęłam po Ostatnie historie Olgi Tokarczuk - jeden rozdział i stoję. Nie dlatego, że mi się nie podoba, po prostu stwierdziłam, że nie, jednak najpierw Emma. Ale jednak wieczorkiem przed spaniem chciałam coś czytać i na czym się skończyło? Kiedyś zaczęłam czytać Harrego Pottera całą serię od początku, stanęłam na Zakonie Feniksa i postanowiłam do niego wrócić. I tym sposobem wieczorkiem poczytuję sobie J. K. Rowling do snu. Obiecuję, że przeczytam je i już więcej nie będę czytała trzech na raz, obiecuję.)
Pisanie pozwala mi uporządkować myśli (i oglądanie setny raz ulubionego filmu, serialu, czytanie znanych na pamięć fragmentów książek i jeszcze oglądanie starych zdjęć, i słuchanie muzyki, i spacer). Staję się po prostu spokojniejsza, kiedy siadam przy laptopie i wytrwale stukam w klawisze albo siadam na dywanie przy łóżku z czerwonym notesem w dłoniach i tam bazgrzę swoimi myślami. Oddycham powoli, wszystkie problemy, błahostki dnia codziennego uciekają gdzieś daleko, bo ja jestem tutaj i teraz. Tworzę nowy świat albo nieudolnie próbuję oddać tekstem świat rzeczywisty. Kto tak mówił? Zdaje się, że Magdalena Tulli przy W czerwieni tłumaczyła się światem, który stworzyła w swojej powieści - musiała stworzyć coś nowego, bo nie da się oddać prawdziwie naszego świata. Nie da się do zapisać. I ja się z tym zgadzam. Są artyści wspaniali, którzy część tego świata potrafią pięknie oddać, ale zawsze to tylko część świata - nigdy cały. Tylko mały skrawek skrupulatnie opisany, doprawiony szczegółami, z całym swoim pięknej i całą swoją brzydotą. Ale niewielu potrafi zrobić to perfekcyjnie.
Ja teraz uporządkuję sobie moje wewnętrzne życie, obiecuję. Słuchając najnowszych tworów Darii Zawiałow, zapiszę w magicznym zeszycie w czaszki pomysły na kolejne publikacje tutaj (jak to ładnie brzmi!). Nie dam rady uporządkować wszystkiego, ale zwykle tak bywa, że da się zrobić tylko część. Ale trzeba to robić jak najlepiej się da, zawsze dążyć do wymarzonego, do ideału, do momentu, w którym będziemy zadowoleni z samych siebie. I tak w kółko.
Wszystko tak tylko chodzi w kółko. A my w tym jak chomiki.


W nas czasem robi się taki bałagan, po jakimś czasie zaczynamy go uporządkowywać jak biurko, czy szuflady. Trzeba dać sobie czas, bądź iść kroczek, po kroczku by dojść do celu.
OdpowiedzUsuńSama do niedawna miałam wielki bałagan w sobie, nie wiedziałam co chce robić, za dużo było tego wszystkiego, aż nastał wybuch wulkanu i chyba dobrze.
Z czasem przyjdzie światło.
Na pewno.