PRZECZYTANE - EMMA

Każdy miłośnik czytania ma takie tytuły, po które potrafi sięgać często, bo te leczą strapioną duszę. Rozbawiają, wywołują uśmiech na twarzy, lgną do serca - czy tylko ja, gdy następuje piękna scena, ściskająca moje serce, przerywam czytanie i tulę książę jak niemowlę, prosząc, by nigdy nie miała końca? Takie uczucie wywołuje we mnie Duma i uprzedzenie Jane Austen, choć pierwszy raz przeczytałam ją (karcąc siebie za tak długie zwlekanie) dopiero (o zgrozo!) w styczniu tego roku. Odkładając, chciałam zacząć czytać od początku. Serial BBC obejrzałam już dwa razy, bo pięknie oddaje powieść. I jestem pewna, że ta miłość będzie trwała jeszcze wiele moich lat, jak nie całe życie.

O Emmie Jane Austen słyszałam nawet więcej - częściej pojawiała się na zajęciach literaturoznawczych, służyła za przykłady  ( jak Pani Bovary, choć tą odłożyłam w połowie) i pojawiała się w tekstach czytanych na zajęcia. W końcu postanowiłam ją poznać i wyrobić sobie własną opinię - wypożyczyłam z biblioteki i czytałam mniej więcej miesiąc. Jak na klasyk angielskiego romansu - długo. Moje odczucia? Nie jest to Duma i uprzedzenie.


Jedna połowa ludzi na świecie nie potrafi zrozumieć, 
dlaczego drugiej połowie coś sprawia przyjemność.


Źle robię, że tak łatwo wpadam w pułapkę i porównuję dwa tytuły tego samego autora, jakby miały mieć ze sobą coś wspólnego. Bo nie mają. Oprócz imion, ale (na Boga!) te powtarzają się w różnych klasykach. Do tego czasu przeczytałam cztery angielskie romanse (tj. Wichrowe wzgórza, Dumę i uprzedzenie, Dziwne losy Jane Eyre i Emmę) i w przynajmniej trzech z nich pojawiło się imię Jane, wykorzystane do ważnej, o ile nie głównej, bohaterki. Nie wspominając o innych imionach. Kiedy mówię o Jane, muszę więc dookreślić, o którą Jane mi chodzi. Przypuszczam, że w innych powieściach tego okresu także spotkam jakieś bohaterki tak nazywane, ale te przypuszczenia potwierdzę w przyszłości. Wracając, Emma została wydana w 1815 roku, więc całe dwa lata po Dumie i uprzedzeniu i naprawdę nie mogę dłużej ich porównywać.

Pisanie Jane Austen jest ukojeniem czytelnika. Przynajmniej czytelnika podobnego do mnie. Mnie cieszy stara Anglia. Mam w tej chwili ogromny sentyment do tych terenów, bo kojarzą mi się z opisami, które znalazłam w XIX-wiecznych angielskich powieściach. Posiadłości, wsie, miasta, spacery, poranki, ludzie, moda, pojazdy, przemieszczanie się, podziwianie przyrody, szacunek dla pięknych miejsc i pogoda, która ciągle jest gdzieś tam obecna w nastrojach bohaterów. Filmy i seriale dają większe pole do popisu naszej wyobraźni, kiedy widzimy domy i ich wnętrza, przyjęcia, ludzi i tańce. Zabawy w Anglii skradły moje serce i ogromnie chciałabym móc cofnąć się w czasie i móc spędzić choćby jeden dzień z życia takiej kobiety, która akurat idzie na sąsiedzki bal. No wspaniałość. Jeśli ktoś nie wie, o czym piszę, proponuję zbadać sprawę - jest warta uwagi. Przecież właśnie na balach i proszonych obiadach wszystko się zaczyna (lub kończy). Śmiem twierdzić, że Emma zrobiła w swoim sercu zahaczkę dla pana Knightley, kiedy zobaczyła jak pięknie tańczy z Harriet, bo przecież taki wytworny pan musi pięknie tańczyć, tego była pewna i nie zawiodła się.


Ujął jej rękę - nie potrafiłaby powiedzieć, czy to może ona pierwsza uczyniła ten gest, 
może bezwiednie wyciągnęła do niego dłoń. On wszkże ujął rękę, uścisnął ją i już miał zda się, 
podnieść do ust, kiedy przez taki czy inny kaprys ją opuścił.


Bohaterowie w Emmie są wykreowani świetnie. Na podobne, choć może nieco skromniejsze komplementy zasługuje opisanie świata przedstawionego - nie czułam takie iskierki, jak podczas czytania innej powieści Jane Austen, której już tytułu nie podam, bo przecież nie porównuję (!), brakowało mi dokładnego wgłębienia się w charakterystyczne cechy posiadłości i nie tak bardzo pragnęłam znaleźć się tam i zobaczyć je na własne oczy. Choć Emma to nie jest powieść krótka i bardzo wiele w niej wszelakich opisów - nie są one tak błyskotliwe, jakbym tego oczekiwała. Smuci mnie także poprowadzenie postaci Harriet, którą chciałam polubić z całego serca, ale kiedy 3/4 powieści za mną, za  sprawą Emmy Harriet staje się zupełnie nieważna i nawet zagadka jej pochodzenia została potraktowana tak płytko. Sądziłam, że takie dosadne zaznaczanie braku wiadomości o jej rodzicach na pierwszych stronach powieści, będzie prowadziło do jakiś dochodzeń, sekretów, wskazówek i pod koniec zupełnie niespodziewanie czytelnik odkryje prawdę i będzie szczerze zaskoczony. A mi było przykro, że kiedy Emma zrozumiała uczucie do pana Knightleya (co właściwie nie było dla mnie zagadką, bo pojawia się już na pierwszych stronach obok Emmy i są ku temu wskazówki, także nie uważam, by to był malutki spoiler z mojej strony), Harriet nagle została odepchnięta na dalszy plan nie tylko przez Emmę, jej przyjaciółkę (to wcale nie było zachowanie godne przyjaciółki!), ale także przez narratora. To mnie najbardziej zraziło.






Nie powiem, że Emma jako osoba była idealna, bo przecież to bzdura. Była zbyt pewna siebie, trochę rozpieszczona, taka mądrala, która wszystko wie, ale jednak miała ogładę, która pozwalała jej zachować się należycie nawet wtedy, kiedy wrzała wewnątrz. Spokój ceniłam w niej mocno, ale sposób myślenie już niekoniecznie. Może odziedziczyła to po ojcu, który nie mógł pogodzić się z żadnym małżeństwem bliskich mu kobiet i ani myślał, by Emma wyprowadziła się z domu i zostawiła go samego. To zachowanie bliskie zachowaniu głównej bohaterki, nie da się ukryć. Nie napiszę o każdej postaci, choć mogłabym bez najmniejszych wahań. W ciągu tych 600 stron powieści wyrobiłam sobie zdanie o każdej z nich, ale to byłoby niekończące się pisanie dla mnie i niekończące się czytanie dla was - a tego nie chcemy. Powiem zatem ogólnie: kreacje bohaterów są fantastyczne, nie mam do nich zastrzeżeń (poza Harriet, ale to wyjaśniłam). Wydaje się, jakby Austen opisała prawdziwe osoby, bo zrobiła to naprawdę drobiazgowo.

Chyba właśnie to mnie urzeka w angielskich romansach - tamtejsza rzeczywistość. Tam nie ma bohaterów idealnych, każdy ma wady, jakieś drobne usterki, które mogą się komuś nie podobać, ale wszystko to zależy od charakteru danej osoby. Mnie denerwuje jedno, a ciebie coś innego - tak jak w prawdziwym świecie. Kiedy czytam książkę i świat przedstawiony został tak opisany, że chcę po prostu się tam przenieść tu i teraz, uważam, że autor odwalił kawał dobrej roboty. Chciałabym zrobić sobie listę miejsc, które chcę zwiedzić z powodu różnych książek. Są to konkretne miejsca albo po prostu krainy, wytwory geograficzne, całe państwa itp. Tych miejsc jest coraz więcej właśnie dzięki takim książkom jak Emma Jane Austen.

Nie ocenię jej najwyżej. Nie jest tak wciągająca jak inne książki, które czytałam (nie napisałam tego tytułu!). Zwroty akcji, intrygi i codzienne wydarzenia nie są tak szczególnie interesujące. Nie miałam wielkiego parcia na czytania Emmy, choć z drugiej strony nie powiem, że mi się nie podobała. Podobała mi się i chętnie postawiłabym sobie ją na półce, sięgnęłabym po nią jeszcze kiedyś, może w innych okolicznościach. Wnosiła we mnie spokój, to przyznaję. Czytając zatapiałam się w tym świecie i tam po prostu byłam, ale nie było sytuacji, w której nie mogłabym tak po prostu przerwać czytanie, żeby zrobić coś innego. Jest w niej wiele rzeczy intrygujących i świetnie zrobionych, ale są też takie, które potrafiły mnie znużyć i nie ciekawiły tak bardzo. 

Zawsze powtarzam i powtarzać będę, że czytanie to sprawa indywidualna. Upodobania czytelnicze są bardzo różne, a gustów jest tyle, ile czytelników na świecie. Dla jednych Duma i uprzedzenie nie dorasta do pięt Emmy, a dla mnie może być odwrotnie. Kwestia gustu!



- Pozostawiam panią jej własnym myślom.
- Czy pan nie obawia się powierzyć mnie wpływom takich pochlebców? Czy mój duch próżności podszepnie mi kiedykolwiek, że jestem w błędzie?
- Nie duch próżności, ale duch rozsądku. Jeżeli jeden sprowadzi panią na manowce, jestem pewien, że drugi ją ostrzeże.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI