KIEDY CZEGOŚ BRAK

Jak to jest mieć przyjaciela od początków poznawania świata? Przyjaciele od przedszkola. Jak to się mówi? Od pieluchy? Nie powiem wam jak to się mówi, bo sama tego nie przeżyłam i zwyczajnie nie wiem. Zawsze zazdrościłam bohaterom z książek i filmów takich przyjaźni na całe życie, a potem zazdrościłam też każdej znanej mi osobie, która taką przyjaźń po prostu ma. To musi być wspaniałe uczucie, taka siostrzana więź, bycie razem dziećmi, nastolatkami, a potem wspólne dorastanie i prawdziwe życie. Opowiadanie o rodzinie przy kawie i ciastkach i wspominanie wspólnych przygód. Od zawsze na zawsze. Marzyłam o tym, bo kto nie marzył.

Miałam przyjaciół. Naprawdę wielu przyjaciół przewinęło się w moim katalogu osób bardziej lubianych - żartuję, nie posiadam czegoś takiego, wystarczy mi pamięć, bo o osobach, które sprawiły, że byłam szczęśliwa (albo też nieszczęśliwa, życie) nigdy nie zapomnę. Tak już mam. Ja nie wyrzucam z pamięci ani wspomnień najpiękniejszych, ani tych najsmutniejszych. Kolekcjonuję każde, bo każde na swój sposób było ważne - przecież gdyby nie one, nie byłabym taka, jaka jestem właśnie w tej chwili. I każda osoba, którą spotkałam na swojej drodze, przyczyniła się do ukształtowania tej Yuzuki, która właśnie teraz stuka szybko w klawiaturę. Pamiętam imiona i twarze. Pamiętam gesty, słowa, głos. Wszystko się zaciera z biegiem lat, to jasne, ale coś zawsze pozostanie w mojej pamięci, nawet jeśli nie mam żadnego wspomagacza w postaci filmów, zdjęć i słów w pamiętniku. Napisałam kiedyś o tym krótki wiersz.




Ale czy taki wiersz kogoś, kto nie jest poetką, może właściwie oddać kłębiące się wewnątrz uczucia? Właściwie trudno powiedzieć jak czuję się nawet w tej chwili. Czasem to dla mnie niewiarygodne, że kiedyś tylu było ludzi wokół i co się stało, że jest jak jest? Dopiero po czasie zauważam, jak często zmieniały się twarze i imiona wokół mnie. Bo tego nie widać. Przemykają obok niezauważalnie. Widzę to teraz czytając stare pamiętniki. One widziały wszystko, ale nic nie mówiły. Ale to dobrze, całkiem nieźle, poradziłam sobie sama.

Rozstania nie bolały. Bolała świadomość rozstania i bolały piękne wspomnienia, które nie wrócą. A wszystko stało się ukradkiem, nie wiedziałam, że właśnie dziś spotykamy się ostatni raz w ten sposób, to nasz ostatni sms, ostatnia rozmowa przez telefon. Wszystko kiedyś było ostatnie, ale nikt z nas nie spodziewał się tego. I tak było dobrze. Czy wyobrażacie sobie nienaturalność tych ostatnich rozmów, gdybyście wiedzieli, że naprawdę są ostatnimi? Wolałabym ich po prostu uniknąć. Tak było łatwiej. Bolały tylko wspomnienia i świadomość, że nic nie wróci. Ale może niektóre sytuacje nie powinny być niczym więcej, niż tylko wspomnieniami? O tym też napisałam wiersz.






Okazuje się, że napisałam trochę tych wierszy-nie-wierszy, kiedy wpadały mi do głowy słowa, zdania i wspomnienia. To pomaga. To ja. W tych tekstach to ja i to, co czuję. Jestem, kiedy chcę być i tworzę fikcję, kiedy chcę się bawić prawdą. Lubię możliwości, jakie daje mi sztuka, a te są nieograniczone, tak czuję. O przyjaźni pisze mi się najłatwiej z jednego prostego powodu - przeżyłam tyle różnych uczuć, znajomości, rozstań i tęsknot, że nigdy nie wyczerpią mi się myśli, z których mogę ułożyć wiersz. Nigdy nie dałabym rady spisać wszystkich wspomnień, dni, słów, choć chciałabym najmocniej na świecie. Spisywanie wspomnień to chyba coś, co lubię pisać najbardziej. Równaj się z "esejami" na przeróżne tematy. Moje zdanie i moje wspomnienia. To mogłabym pisać cały czas, nie żartuję.

Brak mi przyjaciół - mówię to szczerze i otwarcie. Ani się tego nie wstydzę, ani tego nie ukrywam. Ale nie szukam też niczego na siłę. Nie zależy mi na bliskości osób, które wcale nie chcą przy mnie być. To już przeżyłam. No właśnie. Przeżyłam przyjaźń najpiękniejszą, kiedy nie do końca wiedziałam, kim chcę być, kiedy stawałam się nastolatką, przeżyłam przyjaźnie szalone, ukrywane, dumne, pomocne, krótkie i na całe długie lata. A teraz mi czegoś brak. Mam wspaniałych ludzi wokół mnie, ale czasem nadal czuję się samotna. Nie mam przyjaciela. Nie mam kogoś, komu mogę opowiedzieć o moim dniu, o moich przypałach, o śmiesznych sytuacjach, o smutkach, o tęsknotach. Mam jedną jedyną osobę, która zna mnie na wylot, ale jest jeden zasadniczy problem - nie może być przyjaciółką od serca, jedną jedyną, z którą wypiję wino na pół i z którą obejrzę setny raz ten sam film o miłości - może wyrażę się brzydko i nieprofesjonalnie, ale to nie ta płeć, inny związek, jednak bardziej miłość niż przyjaźń, choć i tego nie brakuje. Ciężko to nazwać. Brakuje odpowiednich słów.

Ale ja żyję i będę żyć dalej. Z podniesioną głową, trochę tutaj, trochę w przeszłości. Co tutaj ukrywać - zawsze uwielbiałam wracać do przeszłości. Umiem nad tym panować, umiem wyciągać piękne wspomnienia i uśmiechać się, ciesząc się, że to było moje życie, a to wszystko moje wspomnienia. Miałam przyjaciół, bywałam najszczęśliwsza i nieszczęśliwa. Samotna i zrozumiana. Dziś jestem szczęśliwa mając takie życie, ale nie znaczy to, że mam wszystko, czego tylko pragnę. Bo brak mi przyjaciela. No brak. Kiedyś spotkam jakąś podobną do mnie lub zupełnie inną dziewczynę, która też straciła całe mnóstwo osób, została zapomniana, odtrącona, okryta milczeniem, niepotrzebna. Ale żyła dalej i stwierdziła, że najlepsze, co może zrobić, to po prostu być sobą, a w końcu znajdzie się ktoś, kto będzie chciał towarzyszyć jej we wszystkich dziwactwach. I ona to odwzajemni.


Kto zgadnie skąd ten kadr? Ekranizacja Norwegian wood Murakamiego - piękna przyjaźń, uwielbiam.


Nie byłabym szczęśliwa, gdybym ciągle musiała dopasowywać się do oczekiwań przyjaciół. Czasem trzeba i wszystko da się znieść i zrozumieć, ale w granicach rozsądku. Kiedyś zapominałam, kim naprawdę jestem, bo nie mogłam o tym rozmawiać, choć miałam przyjaciół nie mogłam porozmawiać o tym, co uwielbiam bojąc się wyśmiania. Ale w końcu rozwiązałam sznurki i zostałam taka, jaka byłam tylko gdzieś w ukryciu. Jestem sobą, robią to, co chcę robić i nie udaję nikogo, żeby zdobyć uznanie ludzi. Albo chcą być z taką mną, albo nie jestem dla nich. Jestem raczej sympatyczna, nie oceniam po wyglądzie, rozmawiam z każdym, kto tylko tego chce, ale nie ufam. Zaufanie to ciężki kaliber, trudno zaufać, kiedy straciło się tyle osób w tak różne sposoby. Ale to nie ma znaczenia. Życie trwa, twarze ciągle się zmieniają, imiona pozostają w pamięci - samotność będzie zawsze tak jak wspomnienia. Nawet w tłumie ludzi - samotność to nic złego. Czasem trzeba pobyć po prostu ze sobą, żeby zrozumieć. A siebie zrozumieć znacznie trudniej niż innych ludzi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI