ULUBIONY MIESIĄC W ROKU

Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego mogę odczuć, naprawdę. Że mogę napisać o czymś tak prostym i niby kompletnie nieważnym - a jednak. Sprawa wygląda następująco: podczas spaceru jakiś czas temu dotarłam do pola, na którym jeszcze były baloty (większość pól była już wtedy pusta). Ja uwielbiam baloty. Uwielbiam pola i zapach zbóż, ściętej trawy, siana. Pobyłam kilka chwil wśród balotów, zerwałam suche kwiaty traw, na które nikt nie zwraca uwagi i poszłam do domu, bo słońce zaczynało chować się za lasem. 

I wtedy dotarło do mnie: lato zbliża się do końca. I z jednej strony przez moment czułam smutek, ale zaraz westchnęłam, wzięłam głęboki oddech, zaciągnęłam się zapachem tego ściętego zboża, spojrzałam na nogi zdarte od kłosów i kilka z nich wyciągnęłam sobie z trampek. I wtedy dotarła do mnie kolejna rzecz: ja uwielbiam koniec lata. Zauważyliście, że inny zapach ma lato w pełni i lato, gdy zbliża się do końca? Ja zauważyłam. Bo to właśnie to złote zboże, suche trawy i krótszy dzień sprawiają, że oddycha się inaczej. (Teraz jest trochę gorzej, bo nagle lato stwierdziło, że jeszcze trochę będziemy się topić z gorąca, ale cóż - globalne ocieplenie zrobiliśmy sobie sami - czekam na deszcz i powiew innego wiatru).





Choć lato nie kończy się z sierpniem, ciężko oprzeć się wrażeniu, że wiele osób właśnie tak uważa. Koniec wakacji = koniec lata. Z drugiej strony przecież właśnie pod koniec sierpnia oznaki końca lata są widoczne najbardziej. Dla mnie to zawsze będą żniwa, baloty na polach i ciemne wieczory, kiedy jeszcze jest zupełnie ciepło i wcześnie na zegarku, ale słońce poszło spać. I to są rzeczy, za które kocham sierpień. I z tego powodu także śmiem powiedzieć wszem i wobec, że sierpień to mój ulubiony miesiąc w roku. 

Nie miesiąc moich urodzin (jestem na etapie obchodzenia szesnastych urodzin każdego roku, bo mogę >.<), bo impreza, nie grudzień, bo Boże Narodzenie, nie marzec, bo wiosna i nie lipiec, bo wakacje. Paradoksalnie i inaczej niż wszyscy: sierpień, bo koniec lata. Ha! Aż zaśmiałam się z siebie. Bywa i tak (takie odruchy pozostały mi po przeczytaniu Dzienników Bridget Jones, przepraszam).

Takie rzeczy się zmieniają, wiadomo. Kiedyś zapierałam się nogami i rękami, że to wiosna jest moją ulubioną porą roku i nic tego nie zmieni. Tymczasem wybrać nie potrafię. Każda z nich ma w sobie coś, co uwielbiam i z każdej z nich biorę garściami. Czy jest w ogóle ktoś, kto jeszcze nie zauważył, że uwielbiam świat? Ale też prawdziwy, pierwotny, naturalny. Pola (no dobrze, pola to wytwór człowieka, ale to dowodzi, że jednak człowiek nie musi tylko niszczyć!), lasy, jeziora, rzeki, góry, morza i oceany. Uwielbiam swobodę, uwielbiam czuć się dobrze ze sobą, chodzić gdzie tylko chcę, w czym tylko chcę, zatrzymywać się, żeby patrzeć na ptaki na drzewach i kaczki w wodzie. Wdychać powietrze, czuć wiatr we włosach (muchy w oczach nie), obserwować dzikie zwierzęta, słuchać szumu liści, szczególnie brzozy, brzoza to chyba najpiękniejsze drzewo na świecie. Taka jestem, trudno zaprzeczyć.






Ale dobrze mi ze sobą. Dobrze mi ze sobą odkąd przestałam słuchać opinii ludzi dookoła mnie, a zaczęłam robić to, co mi w sercu gra. Ubierać to, na co ja mam ochotę (jakieś zasady istnieją, wiadomo, zawsze istniały, ale na tym też polega wolność), czuć się dobrze taką, jaka jestem. Ano i przede wszystkim: otaczać się ludźmi, którzy akceptują moją naturę znając ją na wylot.

Kiedy zrobiłam te zdjęcia, kiedy byłam na spacerze i poodzierałam się o baloty - czułam się wolna. Wolna wewnątrz. Byłam spokojna i brałam świat takim, jaki został stworzony - bo takiego go kocham. Wtedy czułam, że lato się kończy, potem niespodziewanie wróciło, ale to może oznaczać tylko jedno - będzie jeszcze jeden koniec lata! Co prawda we wrześniu, nie będzie już balotów i zapachu ściętego zboża, ale zawsze coś. Może powietrze będzie podobne? Wezmę, co mi da świat.

_________________________________________________
Najuprzejmiej i najserdeczniej zapraszam na mojego facebooka (w prawej kolumnie bloga), na którym właściwie nie ma jeszcze nic szczególnego, ale nadal szukam dobrej drogi. Myślę, że facebook to dziś podstawowe źródło informacji, świetny sposób na utrzymanie kontaktu nawet jeśli świeci pustkami. Ale to mnie nigdy nie zrażało. I tak wszyscy nas szpiegują, więc mam gdzieś po drugiej stronie głowy, że jednak ktoś to czyta!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI