O TRZECH POWIEŚCIACH JOANNY BATOR

Joanna Bator na moją półkę trafiła zupełnie przypadkowo. Gdzieś w jakimś konkursie w liceum zgarnęłam pochwały mojego tekstu i stos książek. Pani polonistka targała je razem ze mną z dworca do szkoły, uginałyśmy się pod ich ciężarem, ale z uśmiechem na ustach: ja cieszyłam się, że coś mi w życiu wyszło, pani cieszyła się, że to ona była moim największym wsparciem (do dziś uparcie we mnie wierzy, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna). Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w tych torbach niosę mój czytelniczy gust, to, co kiedyś pokocham i czytelniczo-piśmienniczą drogę, którą będę zamierzała podążać. A to właśnie wtedy wszystko się zaczęło.

Pierwszą przeczytałam "Piaskową Górę", bo zdawała się najciekawsza.  Byłam wtedy w liceum i, będę szczera do bólu, nie czytałam wybitnych książek. Raczej wybierałam te lekkie, ciekawe, które sprawią, że będzie tylko historia między kartkami i ja. Dlatego "Piaskowa Góra" okazała się dla mnie trudną książką i z ręką na sercu piszę: wymęczyłam ją. Ja, siedemnastolatka szukająca w literaturze rozrywki, wymęczyłam ją. Ostatnia ćwiartka była jednak bardzo wciągająca, co kazało mi natychmiast rozpocząć "Chmurdalię", drugą część, którą ostatecznie porzuciłam po kilkunastu stronach. 

Sama wtedy powiedziałam sobie: Magda, to nie jest twój czas. Wrócisz tutaj później. 

Z "Ciemno, prawie noc" było inaczej. To inna historia, niezwiązana z życiem Dominiki Chmury. Napisana także inaczej, znacznie łatwiej, mogłam się na niej skupić i zrozumieć bez problemu (oczywiście to, co zrozumieć się da). Jak na siedemnastolatkę - strzał w dziesiątkę. Dzisiaj, już kilka miesięcy po ponownym przeczytaniu i kilka lat po pierwszym przeczytaniu wiem, że w liceum nie sposób zrozumieć jej tak dobrze. A może to znowu moje czytelnicze nieokrzesanie nie pozwoliło mi wycisnąć z tej historii wszystkich soków. A może znowu musiałam dojrzeć, żeby trochę inaczej na nią spojrzeć. Chociaż, szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to jedna z tych powieści, które przy każdym czytaniu odsłaniają coś innego, coś innego się wyciąga, coś innego zapamiętuje. Taki ma po prostu urok.

Podsumowując pierwsze wrażenia: "Ciemno, prawie noc" pokochałam od początku, same pozytywne wrażenia, przystępny język odpowiedni dla siedemnastolatki zaczytującej się w mało wymagających lekturach, intrygująca historia, nie dająca o sobie zapomnieć. "Piaskowa Góra" wymęczona do połowy, od połowy trochę lepiej, pod koniec wciągająca. Styl pisania nietuzinkowy, nie każda nastolatka będzie czytała z zapartym tchem, zależy, czego od lektury wymaga. "Chmurdalia" to ten sam język, od którego chciałam odpocząć, więc została porzucona z nadzieją na lepsze czasy.





"Piaskowa Góra"
Wspominałam o specyficznym stylu pisarskim Joanny Bator w tych dwóch książkach, więc kilka słów wyjaśnienia. Nie jest on nader skomplikowany, ba, mogę powiedzieć, że teraz przez niego płynęłam. Słowa płynęły w moich myślach i nie chciały się zatrzymać. Czasem to było jak czytanie stylizowanych na piosenki hip-hopowe powieści Doroty Masłowskiej, rozumiecie. Po prostu nie wolno zrazić się do akapitów trwających nieprzerwanie przez kilka stron - to normalne. W takich akapitach jest zamknięta konkretna myśl, która uleciałaby gdzieś niepostrzeżenie w innych warunkach, a po co. No i brak dialogów: to mnie zraziło jako nastolatkę. Bo dialogi są takie łatwe, tak szybko się przez nie brnie i jakby łatwiej się czyta. Tutaj są, ale nie w tradycyjnej postaci, nie rozpoczynają się od nowego wersu. Są wplecione gdzieś pomiędzy zdania, jako inna myśl, wtrącenie. Do głowy wdzierają się jak dialogi, nie ma różnicy, ale sposób zapisania pozostaje inny, dlatego wydaje się, jakby ich nie było.

"Piaskowa Góra" to opowieść o rodzinie Chmura. Wydaje się, że chodzi o Dominikę Chmurę, z powodu której zostają opowiedziane także historie innych osób, całej rodziny, ludzi mających wpływ na jej losy. Bator tworzy historie indywiduum w niezwykły sposób. To nie są wtrącenia o pochodzeniu babci, prababci, wujka, sąsiadki - to historie bohaterów i wydaje się, że każdy jest tutaj równie ważny. Dlatego waham się, przy wyszczególnieniu Dominiki jako głównej bohaterki. Jej życie jest powodem do opowiedzenia historii matki Jadzi, babci Haliny-Kolomotywy albo babci Zofii z Zalesia. Może gdyby nie Dominika, nie zostałyby opowiedziane te wszystkie historie, nie wydarzyłoby się tak wiele. I właśnie o tym opowiada "Piaskowa Góra" - to miejsce w Wałbrzychu, w którym wychowała się Dominika Chmura, inna niż wszyscy, zagubiona i szukająca. Z tym, że oprócz wyjaśnienia jej inności, nic nie zostaje do końca zrozumiane. Nie znalazła tego, czego całe życie szukała.

"Chmurdalia"
To tutaj Dominika Chmura próbuje znaleźć siebie. W końcu w tragiczny sposób wyrywa się ze szponów Piaskowej Góry, o czym czytamy na ostatnich stronach pierwszej części. Ale tutaj dochodzą nowi bohaterowie, a razem z nimi nowe, absolutnie fantastyczne historie. Splatanie się ze sobą wszystkich pojedynczych historii i wspomnień pogłębia się, wszystko wraca do punktu wyjścia. Jesteśmy tym, co pamiętamy. Dominika Chmura znajduje część siebie, a raczej zaczyna rozumieć, że jej życie toczy się jak w "Odysei" i tak być musi. Nogi zmuszają do biegu, do marszu, nigdzie nie można być na zawsze, jak w swoim bocianim gnieździe zostaje Jadzia Chmura.

To fantastyczne książki. Doskonale przeniesione realia XX wieku - od wojny po sam schyłek stulecia. Znajome lektury, muzyka, szerzące się media, wydarzenia historyczne, ale i codzienność, z którymi nieustannie zmagają się na kartach powieści bohaterowie. Czy to książki dla każdego? Pewnie nie. Pewnie nie każdemu na pierwszy rzut oka spodobają się styl, język, gnanie, natłok bohaterów i ich historii, ale naprawdę warto. Bo za chwilę okaże się, że wcale nie ma w tym niczego trudnego. W rzeczywistości słowa wpadają do głowy, wślizgują się jak nóż w masło, a my, nie wiedząc kiedy, zaczynamy żyć życiem Dominiki, Jadzi, Haliny, Małgosi, Sary, Iva, Zofii...  A o ich historiach będziemy pamiętać jeszcze na długo po odłożeniu na półkę.




O "Ciemno, prawie noc" nie chcę teraz pisać. Zresztą, nie tak dawno temu w kinach można było zobaczyć film, więc mnóstwo osób sięgnęło po książkę. Ja żałuję, że zobaczyłam film, bo już go nie odzobaczę, niestety. To nie jest to. To nie powinno powstać, nie w takiej formie - może serial wypadłby lepiej. W każdym razie powieść jest absolutnie fantastyczna i warta przeczytania, tak w oderwaniu od filmu, naprawdę. 

Kiedyś jeszcze napiszę o Joannie Bator, bo to jedna z tych polskich pisarek, które naprawdę cenię i lubię - tak o, po prostu. Sama nie wiem za co. Za to, że znajdując się w bawełnianej torbie targanej z dworca, przyrosłam do niej i musi stać na mojej półce na honorowym miejscu. Za to, że otworzyłam się na literaturę piękną, na polskich autorów, który piszą doskonałe rzeczy, oddając polskie realia perfekcyjnie. No tak, jeszcze napiszę, jeszcze wspomnę, a wy koniecznie sięgajcie po "Piaskową Górę" i "Chmurdalię", jeśli jeszcze ich nie znacie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

czy powinnam powitać się na nowo?

CHOLERNY PERFEKCJONIZM

"KWIAT ŚNIEGU I SEKRETNY WACHLARZ" PO RAZ DRUGI