Posty

WSZYSTKIE CHWILE, KTÓRE UKRYŁAM W PIOSENKACH

Obraz
Żyję z muzyką od zawsze i wiem, że nie ma dla mnie życia bez niej. Choć sama dawno temu stwierdziłam, że jestem raczej wzrokowcem (zawsze na szkolnych testach łapałam się na tym, że wyobrażam sobie kartkę z opracowaniem tematu, wiem dokładnie, w którym miejscu była odpowiedź na to jedno konkretne pytanie, na które w tamtym momencie nie potrafiłam odpowiedzieć), to wiem, że ucząc się, dobrze robi mi czytanie tekstów na głos, jakoś lepiej przyswajam wiadomości. Choć z drugiej strony czytanie na głos jakiegoś tekstu pierwszy raz, wpada jednym uchem i wylatuje drugim, totalnie. Przypominam sobie wtedy te liczne razy, kiedy w gimnazjum polonistka prosiła o przeczytanie tekstu, robiłam to bez problemów, potem pytania i odpowiedzi bez zastanowienia - przecież przed chwilką to przeczytałam, wiadomo. No dla mnie to był w pewnym sensie problem. Ja czułam, że czytam dla kogoś, a nie dla siebie, nie potrafiłam zakodować tego, co wypada z moich ust. Dlatego nie potrafię słuchać audiobooków, a zadan...

"PTASIEK" WILLIAM WHARTON

Obraz
 Zadano mi ją w gimnazjum. Miałam wtedy czternaście lat, brałam udział w konkursie i nie bardzo lubiłam, gdy kazano mi coś przeczytać. Raczej byłam wolnym duchem (tak też mi zostało), który sam chciał decydować o tym, po co sięga. Miałam wtedy przeczytać kilka książek, pamiętam, że były to na pewno "Ptasiek" Williama Whartona i "Buszujący w zbożu" J. D. Salingera. Co przeczytała Magda? Nic.  Miałam podejścia, to nie było tak, że z góry powiedziałam nie i koniec - chciałam przeczytać, bo to nie były szkolne lektury, ale klasyki, o których się czasem słyszało. No dobrze, o "Ptaśku" słyszałam wtedy pierwszy raz, ale wiecie jak jest. Moja polonistka bardzo chciała ułatwić mi drogę, więc znalazła mnóstwo artykułów i opracowań, które miały pomóc mi w ogarnięciu lektur. Dlaczego? No właśnie tutaj pojawia się powód, dla którego piszę o "Ptaśku" dopiero dziś, prawie dziesięć lat później.  Słyszałam opinie. Całe mnóstwo opinii, które zaklasyfikowały powie...

O TRZECH POWIEŚCIACH JOANNY BATOR

Obraz
Joanna Bator na moją półkę trafiła zupełnie przypadkowo. Gdzieś w jakimś konkursie w liceum zgarnęłam pochwały mojego tekstu i stos książek. Pani polonistka targała je razem ze mną z dworca do szkoły, uginałyśmy się pod ich ciężarem, ale z uśmiechem na ustach: ja cieszyłam się, że coś mi w życiu wyszło, pani cieszyła się, że to ona była moim największym wsparciem (do dziś uparcie we mnie wierzy, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna). Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w tych torbach niosę mój czytelniczy gust, to, co kiedyś pokocham i czytelniczo-piśmienniczą drogę, którą będę zamierzała podążać. A to właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Pierwszą przeczytałam "Piaskową Górę", bo zdawała się najciekawsza.  Byłam wtedy w liceum i, będę szczera do bólu, nie czytałam wybitnych książek. Raczej wybierałam te lekkie, ciekawe, które sprawią, że będzie tylko historia między kartkami i ja. Dlatego "Piaskowa Góra" okazała się dla mnie trudną książką i z ręką na sercu piszę: ...

ZAPACH STAREJ BIBLIOTEKI

Obraz
Kolekcjonuję nostalgiczne książki, które czytałam dawno temu i poruszyły mną kiedyś na tyle mocno, by do dziś przypominać sobie o ich istnieniu. Są w mojej głowie tytuły i fabuły, które mimowolnie pojawiają się i niespodziewanie przypominam sobie o nich. Myślę sobie, że to wielka szkoda, nie móc zajrzeć do nich w tej chwili. A potem zaczęłam szukać niektórych z nich w antykwariatach i dzisiaj mogę spojrzeć sobie do nich, kiedy tylko zechcę. Niektóre czytane drugi raz, nie są tym, co pamiętałam, ale i tak w środku pozostaje jakieś niezmącone uczucie. I wiecie, co jeszcze pamiętam? Moment, w którym sięgnęłam po nie w bibliotece. Mój pierwszy dotyk. Pierwsze przeczytanie tytułu. Pamiętam, dlaczego wzięłam ją do ręki akurat ją, a tym bardziej pamiętam proces czytania, zagłębiania się w nią, wszystkie westchnienia, niedowierzania, a czasem i łzy - bo i to się zdarzało. To była część mojej czytelniczej przygody. Trwała wiele lat i mogłabym wymienić wiele książek, które poznałam w ...

OSTATNI ROZDZIAŁ

Obraz
Praca nad tekstem, który wyznaczam sobie sama, jest niesamowicie trudna. Nikt nie patrzy na moje ręce, nikt niczego ode mnie nie oczekuje, nie mam terminów, wymagań ani zobowiązań. Wszystkiego muszę wymagać od siebie sama, bo ja potrzebuję konkretów. Tutaj lista rzeczy do zawarcia wewnątrz, tutaj tytuły rozdziałów, tutaj koniec szkicu, tutaj drugie poprawki i w końcu ostateczny tekst do zapisania w pdf'ie.  Jestem dla siebie wymagająca. A jak nie jestem, to wychodzi z tego wielkie nic.  Są teksty, do których wracam, bo wracać muszę - nieustannie. Tak samo jak ja dorastam, tak moje teksty muszą przeleżeć, żeby w końcu dojrzeć. Albo ja muszę dojrzeć do nich. Wymyślam temat, piszę coś krótkiego, niby mi się podoba, ale nie jest do końca takie, jak sobie wyobraziłam, jednak nie mam pojęcia jak chciałabym, żeby wyglądało w rzeczywistości. No i wtedy leży. Leży, a ja na trochę zapominam, żeby po dłuższym, czy krótszym czasie sobie przypomnieć - aha, kiedyś napisałam coś takie...

JESIEŃ WYBUCHŁA MI PROSTO W TWARZ

Obraz
Lubię jesień. Lubię oddychać jesienią (oczywiście, kiedy smog nie jest zbyt wielki). Lubię patrzeć na jesień. Jesień dodaje mi siły na działanie, bo czuję, że teraz mogę odetchnąć. Paradoks, prawda? W końcu mogę odpocząć od odpoczynku. Już tłumaczę: latem nie mam takiej chęci na siedzenie przed komputerem i pisanie. Chyba, że nocą, kiedy wszyscy już śpią, a ja mogę tak siedzieć choćby i do rana. Bo wiosną i latem korzystam ze słońca i przyrody - całe dnie spędzam na świeżym powietrzu. Pod koniec wakacji jestem tym już delikatnie zmęczona, a raczej brakuje mi spędzania czasu w domu, pisania, leżenia w łóżku z książką i herbatą... Kiedy świeci słońce chcę z nim być, póki jest, bo jak tylko zrobi się zimno pójdę do domu - i tak co roku. No nieważne. Jesień, chłód i deszcz dają mi siłę do tworzenia. Chcę usiąść i napisać cokolwiek. Dokończyć rozpoczęte projekty, mam pomysły na nowe. Planuję, czytam i zapisuję. Póki mam czyste sumienie i wiem, że nie muszę nic robić na zajęcia. No ...

TUTAJ WAŻĄ SIĘ LOSY TWOJEJ PRZYSZŁOŚCI

Obraz
Jak bardzo się myliłam, kiedy myślałam, że decyzja, na jaki kierunek studiów pójdę, jest najważniejsza w planowaniu przyszłości. Dziś dotarło do mnie, że nie. Dość późno, to prawda, ale zawsze! Ważne, że już wiem. To jasne, że studia wybiera się pod kątem przyszłości i tego, co chce się robić w życiu - tak ogólnie. Po każdym kierunku możliwości jest całe mnóstwo, choć wiele osób dopasowuje konkretne kierunki to do konkretnych zawodów i na tym kończy dyskusję. To okropnie krzywdzące, naprawdę. Poznałam na własnej skórze i wiem, że nigdy nie zamknę się tak na stereotypy. Wystarczy zapytać: a co będziesz robić po twoich studiach? I wtedy rozmówca uśmiechnie się mówiąc: no wiesz, możliwości jest całe mnóstwo, na przykład (tutaj zacznie wymieniać różne profesje). To całkiem przyjemny scenariusz, radzę przemyśleć.  Wybór specjalizacji okazał się dla mnie bolesny. Skończyłam pewien etap studiów. Skończyłam jedną specjalizację, do której byłam przekonana - wszystko szło gładko. Bo...